ziemianiczyja

Ziemia niczyja

Po inwazji armii tureckiej na Cyprze w 1974 roku, wyspa została podzielona na część południową (grecką) i północną (turecką). Granica przebiega przez sam środek stolicy tego kraju. Nikosia – nazwa grecka Lefkosia – to miasto należące do dwóch krajów. W połowie greckie, a więc państwo członkowskie UE, posiadające euro, zaś po przejściu przez pas ziemi niczyjej (buffer zone widoczna na zdjęciach) i po rutynowej kontroli paszportowej (otrzymujemy stempel na oddzielnej kartce, nie w paszporcie, ponieważ Republika Turecka Cypru Północnego de facto nie istnieje, jest tzw. państwem nieuznawanym) wkraczamy na teren turecki, do kraju muzułmańskiego.

Ryszard Kapuściński w “Wojnie Futbolowej” opisuje inwazję cypryjską: “(…) Armia turecka przyszła nagle, obce wojsko wyrosło jak spod ziemi. Samoloty zrzucały bomby i napalm, drogą jechały czołgi. Żołnierze biegali i strzelali we wszystkie strony. W wioskach powstała wielka panika. Ludzie chowali się w górach, lasach – gdzie kto mógł. Ponieważ tureckie wojska szły od północy, Grecy zaczęli uciekać na południe. Zostawili wszystko. Każdy myślał tylko o ratowaniu życia. Po drodze spotykali Turków cypryjskich, którzy ciągnęli na północ. Dwa potoki ludzkie mijały się bez słowa. Jedni i drudzy pędzeni strachem, niepewni jutra. Wokół płonęły domy i winnice, a oni błąkali się. Nikt nie wiedział dokładnie dokąd iść, gdzie są swoi i którędy do nich najbliżej”.

Cypr odwiedziłam w tym roku, czyli po czterdziestu latach od czasu inwazji. Strefa buforowa ONZ wciąż dzieli stolicę. Wstęp na tę ziemię niczyją jest zabroniony cywilom, granica po obu stronach jest pilnowana przez żołnierzy. Z oddali widać ruiny zbombardowanych budynków i samochody, które  stoją w tym samym miejscu, w którym zastał je pierwszy dzień wojny.

Read More

zapomniane skopje logo

Zapomniane Skopje

W stolicy Macedonii renowacje idą pełną parą. Ogromne, quasi renesansowe – większość z nich powstała w XXI wieku – budowle kuszą w labiryncie betonowych ulic. Pomniki heroicznych Macedończyków, z Aleksandrem Wielkim na czele – choć prawo do nazywania go bohaterem narodowym uzurpują sobie również Grecy – cierpliwie wyczekują na każdym rogu, by pozować do zdjęć turystom. Przebudowa miasta odbywa się pod hasłem “Skopje 2014″ i ma na celu wzmocnić wizerunek “Świętej Macedonii”, jako potężnego i szczodrego kraju. Działania te przyniosły jednak zgoła odwrotny skutek:  “Skopje właściwie zamieniło się w nacjonalistyczny odpowiednik Disneylandu“(portal natemat.pl).  Koszt projektu renowacji szacuje się na 200-500 milionów euro. Za tę sumę postawiono 40 niebotycznych rozmiarów pomników i 20 budynków, wszystko ku chwale rozpadu Jugosławii i umacnianiu dumy narodowej Macedończyków. Jednakże za tą monumentalną kurtyną kryją się realne problemy społeczno-polityczne: podejrzenia o malwersacje finansowe, krytyka rządu, bezrobocie i skrajne ubóstwo, dotykające przede wszystkim społeczność romską i uchodźców wojny bałkańskiej.  Taki stan rzeczy, bynajmniej, Macedonii nie napawa dumną.

Wystarczy przejść kilka kilometrów od pomnika Aleksandra Wielkiego (koszt bagatela 75 milionów dolarów) w stronę północnej części miasta, aby odkryć zupełnie inny świat. Udając się na Szutkę, literalnie można poczuć się jak odkrywca, ponieważ władze i osoby odpowiadające za tworzenie planu miasta nie zaznaczyli tej dzielnicy na mapach. Szuto Orizari, jedna z gmin należących do aglomeracji Skopje, uznawana jest za jeden z największych w Europie obszarów zamieszkałych przez społeczność romską. Nieoficjalnie jest to światowa stolica Romów (około 25 tysięcy populacji tej gminy to Romowie). Szutka to miasto w mieście, posiada autonomicznego romskiego burmistrza, przedstawicieli w Parlamencie, a językami urzędowymi są zarówno macedoński, jak i romski.

W tej części Skopje nie ma monumentalnych pomników, dekoracyjnych fasad czy jońskich kolumn. W Szuto Orizari realia życia Romów przypominają raczej znamiona surowej arte povera, a nie szlachetnego klasycyzmu kojarzonego ze stolicą Macedonii. Taki stan rzeczy jest konsekwencją przeznaczenia zbyt dużych środków finansowych z budżetu państwa na paradoksalny cel stwarzania na nowo artefaktów upamiętniających nieżyjących od wieków bohaterów, zamiast na fundusz socjalny dla najbiedniejszych mieszkańców stolicy.

Szutka zyskała miano jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Skopje, toteż wiele osób ostrzegało mnie przed nią. Zagrożenie było tym większe – zdaniem moich znajomych – ze względu na to, że jestem młodą kobietą, z innego kraju, nie znającą języka macedońskiego ani romskiego. Nie do końca wierzyłam tym wszystkim przestrogom. Nim odwiedziłam Szutkę dużo czytałam o tym miejscu, oglądałam też znakomity, pełen humoru, dokument o tej gminie zrealizowany przez Aleksandara Manica (“The Shutka Book of Records”, 2005 rok). Film ten pokazuje Szuto Orizari oczyma Czecha, zatem w sposób lekki i przyjemny, gdzie nawet skrajne ubóstwo zyskuje nową, atrakcyjną jakość i przedstawione jest jako pełen zalet styl życia. Cytując mojego ulubionego czechofila Mariusza Szczygła: “Brak wystarczającej ilości dowcipu w filmie najprawdopodobniej należy, według Czechów, do siedmiu grzechów głównych i jest na drugim miejscu. Boga nie ma, ale jeśli istnieją grzechy, to pierwszym grzechem głównym jest grzane piwo”. Tak jak A. Manic, ja również przechodziłam najdłuższą ulicą Szutki, nazywaną New Life, widziałam wille w romskiej interpretacji stylu Beverly Hills, tak jak i on uważam, że u Bajrama zjadłam najlepszy na świecie burek… nie udało mi się jednak odnaleźć drukarni, która kamufluje największą w Szutce – kto wie, może i nawet w całej Skopje – nielegalną kolekcję filmów porno. To, i wiele innych imponderabilii znajdziecie w tym – dosłownie i w przenośni – czeskim filmie.

Społeczność romska jest integralną częścią całych Bałkanów, gdzie byłam już wcześniej i nigdy nie spotkało mnie z ich strony nic złego, wręcz przeciwnie – większość wspomnień z tych wypraw przywodzi mi na myśl kadry z filmów Emira Kusturicy. Tym razem, jak i wcześniej, odwiedzając najniebezpieczniejszą dzielnicę Skopje, gdzie na każdym kroku widać absencję Boga – nie czułam zagrożenia. Biedny – niebezpieczny, ten odkrywczy wniosek kieruję do tych wszystkich, którzy odradzali, straszyli i złowróżyli mi, gdy szłam sama na Szutkę… towarzyszyć mi też nie chcieli.

Prawdą jest, że nigdy wcześniej nie odwiedzałam jednak terenu zamieszkałego przez tak duże skupisko Romów, jak Szuto Orizari. Wydawało mi się, że z jednej strony wszyscy dookoła chcieli mi udowodnić, jak bardzo nie obchodzi ich obecność niebieskookiej dziewczyny z tatuażem szwędającej się po slumsach Szutki, z drugiej strony, natarczywie śledzono każdy mój krok. Byłam czujnie i nieustannie obserwowana. Nie pasowałam do tego miejsca, to oczywiste. Nikt się na ciebie ostentacyjnie nie gapi, nie wytyka palcami, ani nie wyśmiewa, po prostu jesteś tym innym, obcym, na którego nie zwraca się uwagi, tak jak na sytuację Romów nie zwracają uwagi pozostali mieszkańcy Skopje.

Nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć, ale nie w obawie, że zostanę okradziona, jak tylko wyjmę z torby aparat. Po prostu nie mogłam się do tego wewnętrznie przełamać. Bałam się też  niewypowiedzianego osądu malującego się na twarzach ludzi, których mijałam. Kim jestem? – pomyślałam – żeby tu przychodzić i fotografować ich aparatem, za którego równowartość kilka romskich rodzin mogłyby spokojnie żyć przez co najmniej pół roku. Czułam jakbym ich przedrzeźniała, jakbym była na Safari skrajnego ubóstwa. Większość mieszkańców Szutki żyje w pustostanach i prowizorycznych barakach, w których od lat nie ma prądu ani ciepłej wody. Domy nie mają okien, pokryte są graffiti i brudem. Ogniska rozpalane na pobliskim wysypisku śmieci ogrzewają wodę używaną do zamaczania mokrej odzieży w wielkich żelaznych garach. Kiedy rzeczy są już wyprane, tego samego naczynia używa się do gotowania jedzenia dla wieloosobowych rodzin.

Większość mieszkańców nie ma stałej pracy, pieniądze zdobywają żebrząc lub handlując rzeczami o niewielkiej wartości. Romowie z Szuto Orizari często są tak zniechęceni, że nie robią nic, by zmienić swoją sytuację ? siedzą i czekają, patrząc jak świat idzie do przodu. To, co dotknęło mnie najbardziej, to wielki kontrast pomiędzy żyjącymi w bliskim sąsiedztwie majętnymi Romami, a tymi, którzy nie posiadają dosłownie niczego. Okazjonalnie widać wille w romskim stylu, czyste, ozdobione złotymi girlandami, które wyrastają nad barakami, jak góry lodowe na oceanie. Jednakże ten kontrast nie wywołuje frustracji i poczucia społecznej niesprawiedliwości: bogaci i ci bez środków do życia wymieszali się bez większych problemów; są sąsiadami, przyjaciółmi, są członkami tych samych rodzin. Ludzie, których poznałam są po prostu pogodzeni ze swym losem. Ich życie jest niesprawiedliwe, są najbiedniejszymi ludźmi w już i tak biednym kraju, otoczeni względnym dobrobytem i uprzedzeniami, a jednak nadal żyją w pokoju.

W Szutce funkcjonuje kilka fundacji, które działają na rzecz Romów. Jedna z tych organizacji, “Gradinka”, działa jako przedszkole i świetlica dla dzieci w różnym wieku. To tutaj poznałam Marion, wolontariuszkę z Francji, która uczyła dzieci takich czynności jak mycie zębów. Przez naiwność rodziców, zaniedbanie ze strony państwa i pogłębiającą się biedę, dzieciom w Szuto Orizari wyrządzana jest największa krzywda. Trudno tu jednak prowadzić debatę dotyczącą wyrównywania szans. Niektóre dzieci uczęszczają do szkoły wieczorowej, gdzie nie zważając na wiek, prowadzona jest edukacja podstawowa, począwszy od nauki czytania i pisania, aż do posługiwania się komputerem. Dla wielu codzienne obowiązki nie pozwalają na uczęszczanie do szkoły. Dzieci od najmłodszych lat uczone są, że to do nich należy finansowe wspieranie rodziny, na przykład poprzez żebranie i zbieranie przedmiotów nadających się do recyklingu. Rząd oferuje takim rodzinom pomoc socjalną, ale wiele z nich nie ma o niej pojęcia albo po prostu nie dysponuje odpowiednimi dokumentami  lub nie umie wypełnić wniosków (wiele osób nie umie pisać ani czytać).

Opuściłam Szutkę, ale obraz jej przedmieść zagnieździł się w mojej głowie na dobre. To miejsce należące do Romów, ale czy jest to ich miejsce szczęśliwe… Szuto Orizari nie jest jedyną romską gminą w Skopje, jest jednak tą najbardziej przeludnioną i najbiedniejszą. Romowie w Skopje zmagają się ze skrajnym ubóstwem, są zapomniani i ignorowani, z niewielką nadzieją na lepsze życie, aby zmienić tę sytuację cała kultura relacji międzyludzkich powinna ulec zmianie. Najważniejsze jednak by Rząd przestał inwestować pieniądze w pomniki, a zaczął w ludzi. Tak duża ilość monumentów w Skopje manifestuje dumę i wolność Macedonii. Wartości te powinny być jednak zakorzenione przede wszystkim w ludziach, w ich mądrości, tolerancji, otwartości i zrozumieniu różnic.

 

Tekst pojawił się w wersji anglojęzycznej na portalu Krytyki Politycznej 

Read More